Współpraca recenzencka

poniedziałek, 14 stycznia 2019

NAUKA W KUCHNI. PRZEŁOMOWE HISTORIE SZTUKI KULINARNEJ, Michał Kuźmiński



Nauka w kuchni, to książka, na którą jeszcze kilka lat temu nie zwróciłabym uwagi i kompletnie nie miałabym chęci jej czytać. Całe szczęście jednak mój rozwój nie zatrzymał się na poziomie studiów i krąg zainteresowań znacznie od tego czasu się powiększył. ;) Dziś książka, która naukowo traktuje o procesach zachodzących w żywności, czy w trakcie jej przygotowywania, okazała się dla mnie objawieniem i szczególnie jeden rozdział przemówił do mnie tak dosadnie, że z pewnością zacznę wykorzystywać go w pracy i szerzej popularyzować tę wiedzę. 

Michał Kuźmiński, to dziennikarz zawodowo zajmujący się popularyzowaniem różnych dziedzin nauki. Ten fakt już na wstępie bardzo mnie do tej książki przekonał, bo wiedziałam, że dzięki temu jej język będzie o wiele przystępniejszy, a przekaz  ciekawszy. I dokładnie tak było. ;) Nauka w kuchni podzielona jest na osiem rozdziałów i w ramach każdego odnajdziemy różne formy, takie jak mini wywiady, coś na kształt felietonów, przepisy kulinarne opatrzone komentarzami autora. Całość opiera się na mocnych i autentycznych publikacjach naukowych, które z łatwością możemy sprawdzić w przypisach. 


Nauka w kuchni jest świetną popularnonaukową pozycją dla kogoś, kogo fascynuje świat jedzenia, zdrowia, szeroko pojętej natury. Jest napisana zrozumiałym językiem, choć muszę przyznać, że sporo w niej terminów naukowych, co mi osobiście w ogóle nie przeszkadza. Totalnie mnie pochłonęły rozdziały o glutenie i o winie, i chociaż teoretycznie wiedziałam co to jest, jakie procesy tam zachodzą, to autor rozjaśnił mi wiele spraw i zrobił to, w niesamowicie przyjemny sposób. Cieszę się, że w Polsce powstają tak dobre, świetne pod względem merytorycznym książki. 

MOJA OCENA:  7/10

WYDAWNICTWO: Znak
DATA  WYDANIA: 14 stycznia 2019r.
LICZBA STRON: 352

Pozdrawiam
Kasia J.




piątek, 11 stycznia 2019

MÓW SZEPTEM, Agnieszka Olejnik



Teoretycznie nic w tej książce nie powinno mnie zaskoczyć, bo dobrze znam styl Agnieszki Olejnik i wiem, na co ją stać. Jednak Mów szeptem totalnie mnie zadziwiło i nie spodziewałam się, że aż tak mnie porwie. Nie byłam przygotowana na tak wielką dawkę emocji, na uczucia, które zawładną mną do tego stopnia, że nie będę potrafiła odłożyć tej książki, zanim nie przeczytam ostatniego zdania. Czystość relacji, autentyczność emocji i bohaterów sprawiła, że ta historia zostanie ze mną jeszcze na długo. 

Mów szeptem, to historia dwójki pogubionych w życiu nastolatków. Witek ma problemy z nawiązywaniem relacji z ludźmi, emocje odbiera jako kolory. Jest niesamowicie inteligentny i ma ponad przeciętną pamięć. Gdy na korytarzu w szkole spotyka Magdę, coś w niej sprawia, że chłopak postanawia ją obserwować. Ich wieczorne rozmowy, choć anonimowe, otwierają ich na siebie i pomagają przetrwać problemy, które pojawiają się na horyzoncie. Witek z pewnością nie jest zwykłym nastolatkiem, musi mierzyć się nie tylko z własną innością, ale też bolesną rzeczywistością, która odbiera mu rodziców i zmusza do mieszkania z zaglądającą do kieliszka babcią. Magda kryje w sobie mroczną przeszłość, która rzutuje na jej życie. Czy tak poranieni młodzi ludzie są w stanie jeszcze komuś  zaufać?


Agnieszka Olejnik znana jest wam zapewne, jako autorka typowo kobiecych powieści obyczajowych. Ja jednak odkąd kilka lat temu przeczytałam Zabłądziłam wiem, że stać ją na wiele więcej. Zazwyczaj nie czytam powieści młodzieżowych, do jakich pewnie można zaliczyć i Zabłądziłam, i Mów szeptem, ale Agnieszka Olejnik pisze tak, że te historie nijak się mają do stereotypowych, przesiąkniętych romansami, błahych powieści typu new adults . W Mów szeptem relacje, które zaczynają tworzyć się pomiędzy Witkiem a Magdą są tak subtelne i delikatne, że czytając, niemal wstrzymywałam oddech, by nie zburzyć tych kruchych uczuć łączących bohaterów. Same postacie są nakreślone z wielką precyzją i autentycznością, są skomplikowane i ogromnie łatwo wejść w ich świat. 

Nie da się ukryć, że ta książka totalnie mnie zachwyciła. Jest mądra, pełna autentycznych emocji i świetnie napisana. Koniecznie musicie ją poznać, nawet jeśli typowe książki młodzieżowe to nie jest już wasz target. ;) Moim zdaniem Mów szeptem pochłonie do swojego świata każdego, kto ma w sobie choć odrobinę empatii. 

MOJA OCENA:  10/10

WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Kobiece
DATA  WYDANIA: 25 stycznia 2019r.
LICZBA STRON: 328

Pozdrawiam
Kasia J.

niedziela, 6 stycznia 2019

NIEPOKORNE DAMY. KOBIETY, KTÓRE WYWALCZYŁY NIEPODLEGŁĄ POLSKĘ, Kamil Janicki



Kamil Janicki, to autor, po którego popularnonaukowe, historyczne książki sięgam już niemal w ciemno. Uwielbiam to, jak fabularyzuje przeszłość, jednocześnie zachowując autentyczność i opierając się na wiarygodnych, rzetelnych źródłach historycznych. Często bohaterkami jego publikacji są właśnie kobiety, które on odkrywa przed czytelnikiem, odświeża ich pamięć dla świata i sprawia, że ich historie żyją na nowo. Tak też jest w przypadku Niepokornych dam, książki, która ukazuje sylwetki kobiet niezłomnych, prześcigających własne czasy, walczących o wolność Polski. 

W Niepokornych damach Kamil Janicki koncentruje się głównie na kobietach skupionych wokół Józefa Piłsudskiego. Pojawiają się tam również sylwetki innych bohaterek próbujących walczyć o niepodległość Polski, jednak uwaga autora skupia się głównie na Aleksandrze Szczerbińskiej i Marii Piłsudskiej. Kamil Janicki przeprowadza nas przez największe akcje i zrywy niepodległościowe początku XX wieku, ukazuje rolę jaką pełniły w nich kobiety i jak bardzo były w tych działaniach ograniczane. Sam Piłsudski im tego nie ułatwiał, a jego relacje z żoną i kochanką stają się drugim tłem do wydarzeń zawartych w tej książce. 


Sięgając po tę książkę trochę się obawiałam, że stanie się laurką złożoną dla kobiet walczących o niepodległość Polski – piękną, patetyczną, ale jednak nie wnoszącą zbyt wielkiej wiedzy. Okazało się jednak, że Kamil Janicki stanął na wysokości zadania i składając hołd bohaterskim kobietom nie zapomniał, że były one przecież ludźmi – istotami pełnymi uczuć, pragnień i emocji. Nie ominął też niechlubnej roli mężczyzn w ograniczaniu kobiet w walce o niepodległość i rozprawił się z zakłamanymi, przez lata utrwalanymi faktami, które po dokładnej analizie, okazywały się jedynie fantazją autora danej broszury. Dzięki tej książce postacie Marii Piłsudskiej i Aleksandry Szczerbińskiej nie są dla mnie już tylko nazwiskami kobiet marszałka, ale stały się bohaterkami z krwi i kości, których ambicje i waleczność zostały przygniecione przez zbyt wielkie męskie ego. 

MOJA OCENA:  7/10

WYDAWNICTWO: Znak Horyzont
DATA  WYDANIA: 14 listopada 2018r
LICZBA STRON: 432

Pozdrawiam
Kasia J.

środa, 12 grudnia 2018

BOŻE NARODZENIE W LOST RIVER, Fannie Flagg



A może by tak uciec przed całym tym świątecznym zgiełkiem, zakupami i sprzątaniem? Zaszyć się gdzieś na końcu świata, na małej tropikalnej wyspie albo w miasteczku o cudownym klimacie gdzieś w Alabamie? Fannie Flagg sprawiła, że takie właśnie myśli przyszły mi do głowy. ;) Klimat miejsca o którym pisze przyciąga jak magnes – południowoamerykańskie miasteczko, zagubione gdzieś wśród zakrętów rzeki, gdzie kwiaty kwitną okrągły rok, a wszyscy mieszkańcy doskonale się znają i wspierają nawzajem. To brzmi jak bajka, prawda? ;)

Po druzgocącej diagnozie Oswald T. Campbell, zgodnie z zaleceniami lekarza, postanawia zmienić klimat na łagodniejszy. Trafia do Lost River – małego, sennego miasteczka w Alabamie, które przed laty znane było ze swoich uzdrowiskowych właściwości. Starszy pan bardzo szybko zostaje zaakceptowany przez małą społeczność i włączony w życie miasteczka. Mieszkańcy Lost River są ze sobą niezwykle zżyci, ale jeszcze bardziej jednoczy ich sprawa małego, czerwonego ptaszka i potrzebującej pomocy dziewczynki. Bożonarodzeniowe cuda sprawią, że nie tylko ona zostanie obdarowana, a miłość, przyjaźń i oddanie zatriumfują. 
 
Fannie Flagg przeniosła mnie do świata pełnego ciepła, życzliwości i nadziei. Ta autorka ma niesamowitą umiejętność tworzenia z pozoru prostych i może nieco naiwnych historii, i osadzania ich w małych, klimatycznych miasteczka, w których każdy czuje się jak u siebie. Ta swojskość tych opowieści, to ich niebywała siła. Boże Narodzenie w Lost River nie ma typowo świątecznej atmosfery, jaką znamy choćby z rodzimych książek, ale jest to powieść na wskroś przesiąknięta tym, co w ten grudniowy czas jest najważniejsze. Pokazuje jak wiele może zdziałać ludzka solidarność, przyjaźń i oddanie oraz udowadnia, że bożonarodzeniowe cuda jednak się zdarzają. 

MOJA OCENA:  8/10

WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie
DATA  WYDANIA: 14 listopada 2018r.
LICZBA STRON: 234

  
Pozdrawiam
Kasia J.